Tradycyjne przepisy

Latająca zakonnica z Oiji w Nowym Jorku

Latająca zakonnica z Oiji w Nowym Jorku


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

  1. Dom
  2. Drink

4.5

2 oceny

20 lipca 2016

Za pomocą

Chelsea Davis

Do stworzenia tego wyjątkowego, innowacyjnego napoju nie potrzeba alkoholu

Miłośnicy herbaty pokochają to uspokajające, cierpkie, musujące orzeźwienie. Innowacyjne zastosowanie pachnącego rumianku ukoi Twoje kubki smakowe i – na szczęście dla Ciebie – ta libacja jest bezalkoholowa, więc miej tyle, ile chcesz!

Przepis dzięki uprzejmości Ryana Te dla Oiji NYC.

1

Porcje

Składniki

  • 1 uncja mleka klarowanego
  • 0,75 uncji rumianku
  • .5 uncji soku z cytryny
  • Woda sodowa

Wskazówki

Wymieszaj wszystko z lodem. Napięcie. Udekoruj odrobiną cytryny.

Tagi


Gołębie i coupe

Amjad Ali wypuścił sześć swoich mistrzów gołębi iz dumą obserwował, jak krążyły coraz wyżej na porannym niebie i stopniowo stawały się zaledwie plamkami. Kiedy prawie zniknęli, podszedł muskularny mężczyzna i zapytał: „Hej, masz kaloryfer do Pathfindera?”

Pan Ali prowadzi warsztat samochodowy w Corona w stanie Queens, gdzie, wznosząc się nad złomem i powykręcanymi wrakami samochodów, trzyma około 150 wspaniałych białych gołębi z siwymi głowami i wybitnymi rodowodami. Przesiadują w klatkach na świeżym powietrzu przymocowanych do boku warsztatu naprawczego, nad rozbitym lincolnem.

50-letni Ali uważa się za znakomitego mechanika, ale naprawdę lubi być trenerem lekkoatletycznym, traktującym swoje gołębie jak drużynę doskonale dobranych sportowców. Hoduje, szkoli i lata pakistańskie pijaczki, które są znane miłośnikom gołębi ze względu na ich zdolność do latania bardzo wysoko przez długi czas – czasami przez cały dzień – przed zejściem do kurnika.

Pan Ali powiedział, że dorastał trzymając pijawki w Karaczi w Pakistanie, gdzie highfliers są niezwykle popularne. Entuzjaści organizują zawody o wysokie stawki, aby zobaczyć, czyje ptaki potrafią latać najdłużej, a najlepsze wzlatują rano w górę i schodzą o zmierzchu.

Chociaż wiele gołębi na dachach, które były podstawą Nowego Jorku kilkadziesiąt lat temu, już dawno zniknęło, entuzjaści, którzy hodują ptaki, wciąż tam są. Większość z tych gołębi albo krąży w pobliżu swoich kurników, wykonuje akrobacje w powietrzu, albo jest „śledząca homeryki” wytrenowana, by latać do domu z odległości setek mil z imponującą prędkością. Ptaki pana Ali's są bardziej zorientowane pionowo.

Wyemigrował do Nowego Jorku około 17 lat temu, założył dobrze prosperujący biznes samochodowy i osiedlił żonę i trójkę dzieci w ładnym domu we Flushing. Potem, cztery lata temu, tęskniąc za pasją młodości, namówił przyjaciela z Pakistanu, by dał mu 20 wysokiej jakości pijaczek. Pan Ali powiedział, że zapłacił 7000 dolarów, aby spełnić różne wymagania rządu Stanów Zjednoczonych, aby mógł wysłać je do Ameryki.

Od tego czasu starannie wybierał swoje najlepsze ulotki i kojarzył je, aby hodować lepsze. Każdego ranka, po otwarciu swojego warsztatu samochodowego, karmi ptaki i wypuszcza ich pół tuzina w niebo. Potem zabiera się do pracy nad samochodami klientów, wysiadając co jakiś czas, by popatrzeć, jak lecą wyżej, mijając pasy dla odrzutowców prowadzące na lotnisko La Guardia. Znikają na kilka godzin, a późnym popołudniem zaczynają pojawiać się ponownie z nieba, spływając powoli w dół i zwykle do kolacji przysiadają w kurniku.

Pan Ali powiedział, że wiele z jego ptaków było światowej klasy lotnikami, które z łatwością mogły sprowadzić tysiące dolarów od handlarzy wywrotkami. Chroni swoje stado płotami z drutu kolczastego, kamerami obserwacyjnymi coopside i terytorialnym owczarkiem niemieckim na podwórku. Poprosił, aby nie drukować nazwy i lokalizacji jego firmy.

– Już teraz wielu ludzi wpada i pyta mnie o nie – powiedział przepraszająco. „Nigdy nie wykonam żadnej pracy”.

Powiedział, że ptaki często przykuwały uwagę pakistańskich i indyjskich imigrantów.

„Wielu pakistańskich taksówkarzy przyjeżdża i pyta: „Skąd ich przywiozłeś?”, powiedział.

Michael J. Beat, entuzjasta gołębi z Brooklyn Heights, który prowadzi internetową grupę dyskusyjną o nazwie Tippler Talk, powiedział, że coraz częściej słyszał od indyjskich i pakistańskich imigrantów, którzy trzymają wysoko latających pijaczków w Nowym Jorku, chociaż nie zna pana Aliego. „Dwadzieścia lat temu nigdy nie słyszeliśmy o pakistańskich pijakach, ale słyszy się więcej o Indianach i Pakistańczykach przyjeżdżających do Nowego Jorku i pierwszą rzeczą, jaką mówią, jest: „Muszę mieć swoje gołębie, muszę sprowadzić parę” powiedział. „To znajome i to wiejska duma. To jest to, co wiedzą”.

Pan Ali zamienił część swojego sklepu na krytą ptaszarnię. Pewnego ranka w środku nakarmił swoje stado i sprawdził 10 par lęgowych, które wysiadywały jaja lub chroniły swoje nowonarodzone pisklęta.

Pan Ali karmił ptaki recepturami, które sam mieszał, a także miksturami witaminowymi, które robi z oleju czosnkowego, enzymów, witamin, kreatyny, proszku białkowego i mieszanki przypraw, którą pomaga mu w mieszaniu jego żona, aby wspomóc trawienie gołębi.

„Wszystko pochodzi z żołądka” – wyjaśnił. „Jeśli tam jest dobrze, ptak jest zdrowy”.

Pan Ali mówi, że zdobył wiedzę na temat żywienia gołębi dzięki obszernej lekturze na temat żywienia sportowców, biologii i fizjologii gołębi. Jego podręczniki dla gołębi i podręczniki żywienia są schowane wśród podręczników motoryzacyjnych w biurze sklepu.

Między dwiema książkami o przekładniach, na przykład, „Karmienie gołębia sportowca”, wplecione są podręczniki dotyczące części silnika, znajdują się podręczniki dotyczące żywienia sportowców oraz fizjologii gołębi i ludzi.

Czyta pakistańskie gazety, aby nadążyć za konkurencyjnym torem w kraju. Powiedział, że dzięki swoim badaniom i eksperymentom odkrył diety, które zrobiły wrażenie na miłośnikach pijaczek, z którymi utrzymuje kontakt w Pakistanie, którzy zaczęli używać jego mikstur. Z dumą wskazał na plakat promocyjny z Pakistanu wiszący w jego biurze, reklamujący nadchodzący wyścig z kilkoma ptakami karmionymi dietą pana Alego. Na plakacie widniało zdjęcie jednego z wypijaczy pana Alego, aw podpisie znajdowała się nazwa ptaka, American Express, powiedział.

Zapytany o imię, wyjaśnił, że planuje przekazać swój biznes swojemu synowi w wieku studenckim. Potem, jak dobrze wytresowany gołąb, poleci do Pakistanu, być może na dobre, i ożywi swoje stare kurniki.

„Chciałbym wrócić z moimi najlepszymi ptakami i ścigać się z nimi” – powiedział. „Wszyscy będą mieli amerykańskie imiona – American Dream, American Fly, w ten sposób – więc ludzie w Pakistanie zobaczą, jak dobrze można rozmnażać ich ptaki w Ameryce”.


Gołębie i coupe

Amjad Ali wypuścił sześć swoich mistrzów gołębi iz dumą obserwował, jak krążyły coraz wyżej na porannym niebie i stopniowo stawały się zaledwie plamkami. Kiedy prawie zniknęli, podszedł muskularny mężczyzna i zapytał: „Hej, masz kaloryfer do Pathfindera?”

Pan Ali prowadzi warsztat samochodowy w Corona w stanie Queens, gdzie, wznosząc się nad złomem i powykręcanymi wrakami samochodów, trzyma około 150 wspaniałych białych gołębi z siwymi głowami i wybitnymi rodowodami. Przesiadują w klatkach na świeżym powietrzu przymocowanych do boku warsztatu naprawczego, nad rozbitym lincolnem.

50-letni Ali uważa się za znakomitego mechanika, ale naprawdę lubi być trenerem lekkoatletycznym, traktującym swoje gołębie jak drużynę doskonale dobranych sportowców. Hoduje, trenuje i lata na wywrotkach pakistańskich, które są znane miłośnikom gołębi z tego, że potrafią latać bardzo wysoko przez długi czas – czasami przez cały dzień – przed zejściem do kurnika.

Pan Ali powiedział, że dorastał trzymając pijawki w Karaczi w Pakistanie, gdzie highfliers są niezwykle popularne. Entuzjaści organizują zawody o wysokie stawki, aby zobaczyć, czyje ptaki potrafią latać najdłużej, a najlepsze wzlatują rano w górę i schodzą o zmierzchu.

Chociaż wiele gołębi na dachach, które były podstawą Nowego Jorku kilkadziesiąt lat temu, już dawno zniknęło, entuzjaści, którzy hodują ptaki, wciąż tam są. Większość z tych gołębi albo krąży w pobliżu swoich kurników, wykonuje akrobacje w powietrzu, albo „śledzi gołębie” wyszkolone do latania do domu z odległości setek mil z imponującą prędkością. Ptaki pana Ali's są bardziej zorientowane pionowo.

Wyemigrował do Nowego Jorku około 17 lat temu, założył dobrze prosperujący biznes samochodowy i osiedlił żonę i trójkę dzieci w ładnym domu we Flushing. Potem, cztery lata temu, tęskniąc za pasją młodości, namówił przyjaciela z Pakistanu, by dał mu 20 wysokiej jakości pijaczek. Pan Ali powiedział, że zapłacił 7000 dolarów, aby spełnić różne wymagania rządu Stanów Zjednoczonych, aby mógł wysłać je do Ameryki.

Od tego czasu starannie wybierał swoje najlepsze ulotki i kojarzył je, aby hodować lepsze. Każdego ranka, po otwarciu swojego warsztatu samochodowego, karmi ptaki i wypuszcza ich pół tuzina w niebo. Potem zabiera się do pracy nad samochodami klientów, wysiadając co jakiś czas, by popatrzeć, jak lecą wyżej, mijając pasy dla odrzutowców prowadzące na lotnisko La Guardia. Znikają na kilka godzin, a późnym popołudniem zaczynają pojawiać się ponownie z nieba, sfruwając powoli w dół, a przed obiadem zwykle przysiadają do kurnika.

Pan Ali powiedział, że wiele z jego ptaków było światowej klasy lotnikami, które z łatwością mogły sprowadzić tysiące dolarów od handlarzy wywrotkami. Chroni swoje stado płotami z drutu kolczastego, kamerami obserwacyjnymi coopside i terytorialnym owczarkiem niemieckim na podwórku. Poprosił, aby nie drukować nazwy i lokalizacji jego firmy.

– Już teraz wielu ludzi wpada i pyta mnie o nie – powiedział przepraszająco. „Nigdy nie wykonam żadnej pracy”.

Powiedział, że ptaki często przykuwały uwagę pakistańskich i indyjskich imigrantów.

„Wielu pakistańskich taksówkarzy przyjeżdża i pyta: „Skąd ich przywiozłeś?”, powiedział.

Michael J. Beat, entuzjasta gołębi z Brooklyn Heights, który prowadzi internetową grupę dyskusyjną o nazwie Tippler Talk, powiedział, że coraz częściej słyszał od indyjskich i pakistańskich imigrantów, którzy trzymają wysoko latających pijaczków w Nowym Jorku, chociaż nie zna pana Aliego. „Dwadzieścia lat temu nigdy nie słyszeliśmy o pakistańskich pijakach, ale słyszy się więcej o Hindusach i Pakistańczykach przyjeżdżających do Nowego Jorku i pierwsze, co mówią, to: „Muszę mieć swoje gołębie, muszę sprowadzić parę” powiedział. „To znajome i to wiejska duma. To jest to, co wiedzą”.

Pan Ali zamienił część swojego sklepu na krytą ptaszarnię. Pewnego ranka w środku nakarmił swoje stado i sprawdził 10 par lęgowych, które wysiadywały jaja lub chroniły swoje nowonarodzone pisklęta.

Pan Ali karmił ptaki recepturami, które sam zmieszał, a także miksturami witaminowymi, które robi z oleju czosnkowego, enzymów, witamin, kreatyny, białka w proszku i mieszanki przypraw, którą pomaga mu w mieszaniu jego żona, aby wspomóc trawienie gołębi.

„Wszystko pochodzi z żołądka” – wyjaśnił. „Jeśli tam jest dobrze, ptak jest zdrowy”.

Pan Ali mówi, że zdobył wiedzę na temat żywienia gołębi dzięki obszernej lekturze na temat żywienia sportowców, biologii i fizjologii gołębi. Jego podręczniki dla gołębi i podręczniki żywienia są schowane wśród podręczników motoryzacyjnych w biurze sklepu.

Między dwiema książkami o przekładniach, na przykład, „Karmienie gołębia sportowca”, wplecione są podręczniki dotyczące części silnika, znajdują się podręczniki dotyczące żywienia sportowców oraz fizjologii gołębi i ludzi.

Czyta pakistańskie gazety, aby nadążyć za konkurencyjnym torem w kraju. Powiedział, że dzięki swoim badaniom i eksperymentom odkrył diety, które zrobiły wrażenie na miłośnikach pijaczek, z którymi utrzymuje kontakt w Pakistanie, którzy zaczęli używać jego mikstur. Z dumą wskazał na plakat promocyjny z Pakistanu wiszący w jego biurze, reklamujący nadchodzący wyścig z kilkoma ptakami karmionymi dietą pana Alego. Na plakacie widniało zdjęcie jednego z wypijaczy pana Alego, aw podpisie znajdowała się nazwa ptaka, American Express, powiedział.

Zapytany o imię, wyjaśnił, że planuje przekazać swój biznes swojemu synowi w wieku studenckim. Potem, jak dobrze wytresowany gołąb, poleci do Pakistanu, być może na dobre, i ożywi swoje stare kurniki.

„Chciałbym wrócić z moimi najlepszymi ptakami i ścigać się z nimi” – powiedział. „Wszyscy będą mieli amerykańskie imiona – American Dream, American Fly, w ten sposób – więc ludzie w Pakistanie zobaczą, jak dobrze można rozmnażać ich ptaki w Ameryce”.


Gołębie i coupe

Amjad Ali wypuścił sześć swoich mistrzów gołębi iz dumą obserwował, jak krążyły coraz wyżej na porannym niebie i stopniowo stawały się zaledwie plamkami. Kiedy prawie zniknęli, podszedł muskularny mężczyzna i zapytał: „Hej, masz kaloryfer do Pathfindera?”

Pan Ali prowadzi warsztat samochodowy w Corona w stanie Queens, gdzie, wznosząc się nad złomem i powykręcanymi wrakami samochodów, trzyma około 150 wspaniałych białych gołębi z siwymi głowami i wybitnymi rodowodami. Przesiadują w klatkach na świeżym powietrzu przymocowanych do boku warsztatu naprawczego, nad rozbitym lincolnem.

Pan Ali, lat 50, uważa się za pierwszorzędnego mechanika, ale naprawdę czuje się trenerem atletyki, traktującym swoje gołębie jak drużynę doskonale dobranych sportowców. Hoduje, szkoli i lata pakistańskie pijaczki, które są znane miłośnikom gołębi ze względu na ich zdolność do latania bardzo wysoko przez długi czas – czasami przez cały dzień – przed zejściem do kurnika.

Pan Ali powiedział, że dorastał trzymając pijawki w Karaczi w Pakistanie, gdzie highfliers są niezwykle popularne. Entuzjaści organizują zawody o wysokie stawki, aby zobaczyć, czyje ptaki potrafią latać najdłużej, a najlepsze wzlatują rano w górę i schodzą o zmierzchu.

Chociaż wiele gołębi na dachach, które były podstawą Nowego Jorku kilkadziesiąt lat temu, już dawno zniknęło, entuzjaści, którzy hodują ptaki, wciąż tam są. Większość z tych gołębi albo krąży w pobliżu swoich kurników, wykonuje akrobacje w powietrzu, albo jest „śledząca homeryki” wytrenowana, by latać do domu z odległości setek mil z imponującą prędkością. Ptaki pana Ali's są bardziej zorientowane pionowo.

Wyemigrował do Nowego Jorku około 17 lat temu, założył dobrze prosperujący biznes samochodowy i osiedlił żonę i trójkę dzieci w ładnym domu we Flushing. Potem, cztery lata temu, tęskniąc za pasją młodości, namówił przyjaciela z Pakistanu, by dał mu 20 wysokiej jakości pijaczek. Pan Ali powiedział, że zapłacił 7000 dolarów, aby spełnić różne wymagania rządu Stanów Zjednoczonych, aby mógł wysłać je do Ameryki.

Od tego czasu starannie wybierał swoje najlepsze ulotki i kojarzył je, aby hodować lepsze. Każdego ranka, po otwarciu swojego warsztatu samochodowego, karmi ptaki i wypuszcza ich pół tuzina w niebo. Potem zabiera się do pracy nad samochodami klientów, wysiadając co jakiś czas, by popatrzeć, jak lecą wyżej, mijając pasy dla odrzutowców prowadzące na lotnisko La Guardia. Znikają na kilka godzin, a późnym popołudniem zaczynają pojawiać się ponownie z nieba, sfruwając powoli w dół, a przed obiadem zwykle przysiadają do kurnika.

Pan Ali powiedział, że wiele z jego ptaków było światowej klasy lotnikami, które z łatwością mogły sprowadzić tysiące dolarów od handlarzy wywrotkami. Chroni swoje stado płotami z drutu kolczastego, kamerami obserwacyjnymi coopside i terytorialnym owczarkiem niemieckim na podwórku. Poprosił, aby nie drukować nazwy i lokalizacji jego firmy.

– Już teraz wielu ludzi wpada i pyta mnie o nie – powiedział przepraszająco. „Nigdy nie wykonam żadnej pracy”.

Powiedział, że ptaki często przykuwały uwagę pakistańskich i indyjskich imigrantów.

„Wielu pakistańskich taksówkarzy przyjeżdża i pyta: „Skąd ich przywiozłeś?”, powiedział.

Michael J. Beat, entuzjasta gołębi z Brooklyn Heights, który prowadzi internetową grupę dyskusyjną o nazwie Tippler Talk, powiedział, że coraz częściej słyszał od indyjskich i pakistańskich imigrantów, którzy trzymają wysoko latających pijaczków w Nowym Jorku, chociaż nie zna pana Aliego. „Dwadzieścia lat temu nigdy nie słyszeliśmy o pakistańskich pijakach, ale słyszy się więcej o Hindusach i Pakistańczykach przyjeżdżających do Nowego Jorku i pierwsze, co mówią, to: „Muszę mieć swoje gołębie, muszę sprowadzić parę” powiedział. „To znajome i to wiejska duma. To jest to, co wiedzą”.

Pan Ali zamienił część swojego sklepu na krytą ptaszarnię. Pewnego ranka w środku nakarmił swoje stado i sprawdził 10 par lęgowych, które wysiadywały jaja lub chroniły swoje nowonarodzone pisklęta.

Pan Ali karmił ptaki recepturami, które sam zmieszał, a także miksturami witaminowymi, które robi z oleju czosnkowego, enzymów, witamin, kreatyny, białka w proszku i mieszanki przypraw, którą pomaga mu w mieszaniu jego żona, aby wspomóc trawienie gołębi.

„Wszystko pochodzi z żołądka” – wyjaśnił. „Jeśli tam jest dobrze, ptak jest zdrowy”.

Pan Ali mówi, że zdobył wiedzę na temat żywienia gołębi dzięki obszernej lekturze na temat żywienia sportowców, biologii i fizjologii gołębi. Jego podręczniki dla gołębi i podręczniki żywienia są schowane wśród podręczników motoryzacyjnych w biurze sklepu.

Między dwiema książkami o przekładniach, na przykład, „Karmienie gołębia sportowca”, wplecione są podręczniki dotyczące części silnika, znajdują się podręczniki dotyczące żywienia sportowców oraz fizjologii gołębi i ludzi.

Czyta pakistańskie gazety, aby nadążyć za konkurencyjnym torem w kraju. Powiedział, że dzięki swoim badaniom i eksperymentom odkrył diety, które zrobiły wrażenie na miłośnikach pijaczek, z którymi utrzymuje kontakt w Pakistanie, którzy zaczęli używać jego mikstur. Z dumą wskazał na plakat promocyjny z Pakistanu wiszący w jego biurze, reklamujący nadchodzący wyścig z kilkoma ptakami karmionymi dietą pana Alego. Na plakacie widniało zdjęcie jednego z wypijaczy pana Alego, aw podpisie znajdowała się nazwa ptaka, American Express, powiedział.

Zapytany o imię, wyjaśnił, że planuje przekazać swój biznes swojemu synowi w wieku studenckim. Potem, jak dobrze wytresowany gołąb, poleci do domu do Pakistanu, być może na stałe, i ożywi swoje stare kurniki.

„Chciałbym wrócić z moimi najlepszymi ptakami i ścigać się z nimi” – powiedział. „Wszyscy będą mieli amerykańskie imiona – American Dream, American Fly, w ten sposób – więc ludzie w Pakistanie zobaczą, jak dobrze można rozmnażać ich ptaki w Ameryce”.


Gołębie i coupe

Amjad Ali wypuścił sześć swoich mistrzów gołębi iz dumą obserwował, jak krążyły coraz wyżej na porannym niebie i stopniowo stawały się zaledwie plamkami. Kiedy prawie zniknęli, podszedł muskularny mężczyzna i zapytał: „Hej, masz kaloryfer do Pathfindera?”

Pan Ali prowadzi warsztat samochodowy w Corona, w Queens, gdzie, wznosząc się nad złomem i powykręcanymi wrakami samochodów, trzyma około 150 wspaniałych białych gołębi z siwymi głowami i wybitnymi rodowodami. Przesiadują w klatkach na świeżym powietrzu przymocowanych do boku warsztatu naprawczego, nad rozbitym lincolnem.

50-letni Ali uważa się za znakomitego mechanika, ale naprawdę lubi być trenerem lekkoatletycznym, traktującym swoje gołębie jak drużynę doskonale dobranych sportowców. Hoduje, trenuje i lata na wywrotkach pakistańskich, które są znane miłośnikom gołębi z tego, że potrafią latać bardzo wysoko przez długi czas – czasami przez cały dzień – przed zejściem do kurnika.

Pan Ali powiedział, że dorastał trzymając pijawki w Karaczi w Pakistanie, gdzie highfliers są niezwykle popularne. Entuzjaści organizują zawody o wysokie stawki, aby zobaczyć, czyje ptaki potrafią latać najdłużej, a najlepsze wzlatują rano w górę i schodzą o zmierzchu.

Chociaż wiele gołębi na dachach, które były podstawą Nowego Jorku kilkadziesiąt lat temu, już dawno zniknęło, entuzjaści, którzy hodują ptaki, wciąż tam są. Większość z tych gołębi albo krąży w pobliżu swoich kurników, wykonuje akrobacje w powietrzu, albo jest „śledząca homeryki” wytrenowana, by latać do domu z odległości setek mil z imponującą prędkością. Ptaki pana Ali's są bardziej zorientowane pionowo.

Wyemigrował do Nowego Jorku około 17 lat temu, założył dobrze prosperujący biznes samochodowy i osiedlił żonę i trójkę dzieci w ładnym domu we Flushing. Potem, cztery lata temu, tęskniąc za pasją młodości, namówił przyjaciela z Pakistanu, by dał mu 20 wysokiej jakości pijaczek. Pan Ali powiedział, że zapłacił 7000 dolarów, aby spełnić różne wymagania rządu Stanów Zjednoczonych, aby mógł wysłać je do Ameryki.

Od tego czasu starannie wybierał swoje najlepsze ulotki i kojarzył je, aby hodować lepsze. Każdego ranka, po otwarciu swojego warsztatu samochodowego, karmi ptaki i wypuszcza ich pół tuzina w niebo. Potem zabiera się do pracy nad samochodami klientów, wysiadając co jakiś czas, by popatrzeć, jak lecą wyżej, mijając pasy dla odrzutowców prowadzące na lotnisko La Guardia. Znikają na kilka godzin, a późnym popołudniem zaczynają pojawiać się ponownie z nieba, sfruwając powoli w dół, a przed obiadem zwykle przysiadają do kurnika.

Pan Ali powiedział, że wiele z jego ptaków było światowej klasy lotnikami, które z łatwością mogły sprowadzić tysiące dolarów od handlarzy wywrotkami. Swoje stado chroni płotem z drutu kolczastego, kamerami obserwacyjnymi na coopside i terytorialnym owczarkiem niemieckim na podwórku. Poprosił, aby nie drukować nazwy i lokalizacji jego firmy.

– Już teraz wielu ludzi wpada i pyta mnie o nie – powiedział przepraszająco. „Nigdy nie wykonam żadnej pracy”.

Powiedział, że ptaki często przykuwały uwagę pakistańskich i indyjskich imigrantów.

„Wielu pakistańskich taksówkarzy przyjeżdża i pyta: „Skąd ich przywiozłeś?”, powiedział.

Michael J. Beat, entuzjasta gołębi z Brooklyn Heights, który prowadzi internetową grupę dyskusyjną o nazwie Tippler Talk, powiedział, że coraz częściej słyszał od indyjskich i pakistańskich imigrantów, którzy trzymają wysoko latających pijaczków w Nowym Jorku, chociaż nie zna pana Aliego. „Dwadzieścia lat temu nigdy nie słyszeliśmy o pakistańskich pijakach, ale słyszy się więcej o Hindusach i Pakistańczykach przyjeżdżających do Nowego Jorku i pierwsze, co mówią, to: „Muszę mieć swoje gołębie, muszę sprowadzić parę” powiedział. „To znajome i to wiejska duma. To jest to, co wiedzą”.

Pan Ali zamienił część swojego sklepu na krytą ptaszarnię. Pewnego ranka w środku nakarmił swoje stado i sprawdził 10 par lęgowych, które wysiadywały jaja lub chroniły swoje nowonarodzone pisklęta.

Pan Ali karmił ptaki recepturami, które sam zmieszał, a także miksturami witaminowymi, które robi z oleju czosnkowego, enzymów, witamin, kreatyny, białka w proszku i mieszanki przypraw, którą pomaga mu w mieszaniu jego żona, aby wspomóc trawienie gołębi.

„Wszystko pochodzi z żołądka” – wyjaśnił. „Jeśli tam jest dobrze, ptak jest zdrowy”.

Pan Ali mówi, że zdobył wiedzę na temat żywienia gołębi dzięki obszernej lekturze na temat żywienia sportowców, biologii i fizjologii gołębi. Jego podręczniki dla gołębi i podręczniki żywienia są schowane wśród podręczników motoryzacyjnych w biurze sklepu.

Między dwiema książkami o przekładniach, na przykład, „Karmienie gołębia sportowca”, wplecione są podręczniki dotyczące części silnika, znajdują się podręczniki dotyczące żywienia sportowców oraz fizjologii gołębi i ludzi.

Czyta pakistańskie gazety, aby nadążyć za konkurencyjnym torem w kraju. Powiedział, że dzięki swoim badaniom i eksperymentom odkrył diety, które zrobiły wrażenie na miłośnikach pijaczek, z którymi utrzymuje kontakt w Pakistanie, którzy zaczęli używać jego mikstur. Z dumą wskazał na plakat promocyjny z Pakistanu wiszący w jego biurze, reklamujący nadchodzący wyścig z kilkoma ptakami karmionymi dietą pana Alego. Na plakacie widniało zdjęcie jednego z wypijaczy pana Alego, aw podpisie znajdowała się nazwa ptaka, American Express, powiedział.

Zapytany o imię, wyjaśnił, że planuje przekazać swój biznes swojemu synowi w wieku studenckim. Potem, jak dobrze wytresowany gołąb, poleci do domu do Pakistanu, być może na stałe, i ożywi swoje stare kurniki.

„Chciałbym wrócić z moimi najlepszymi ptakami i ścigać się z nimi” – powiedział. „Wszyscy będą mieli amerykańskie imiona – American Dream, American Fly, w ten sposób – więc ludzie w Pakistanie zobaczą, jak dobrze można rozmnażać ich ptaki w Ameryce”.


Gołębie i coupe

Amjad Ali wypuścił sześć swoich mistrzów gołębi iz dumą obserwował, jak krążyły coraz wyżej na porannym niebie i stopniowo stawały się zaledwie plamkami. Kiedy prawie zniknęli, podszedł muskularny mężczyzna i zapytał: „Hej, masz kaloryfer do Pathfindera?”

Pan Ali prowadzi warsztat samochodowy w Corona w stanie Queens, gdzie, wznosząc się nad złomem i powykręcanymi wrakami samochodów, trzyma około 150 wspaniałych białych gołębi z siwymi głowami i wybitnymi rodowodami. Przesiadują w klatkach na świeżym powietrzu przymocowanych do boku warsztatu naprawczego, nad rozbitym lincolnem.

Pan Ali, lat 50, uważa się za pierwszorzędnego mechanika, ale naprawdę czuje się trenerem atletyki, traktującym swoje gołębie jak drużynę doskonale dobranych sportowców. Hoduje, szkoli i lata pakistańskie pijaczki, które są znane miłośnikom gołębi ze względu na ich zdolność do latania bardzo wysoko przez długi czas – czasami przez cały dzień – przed zejściem do kurnika.

Pan Ali powiedział, że dorastał trzymając pijawki w Karaczi w Pakistanie, gdzie highfliers są niezwykle popularne. Entuzjaści organizują zawody o wysokie stawki, aby zobaczyć, czyje ptaki potrafią latać najdłużej, a najlepsze wzlatują rano w górę i schodzą o zmierzchu.

Chociaż wiele gołębi na dachach, które były podstawą Nowego Jorku kilkadziesiąt lat temu, już dawno zniknęło, entuzjaści, którzy hodują ptaki, wciąż tam są. Większość z tych gołębi albo krąży w pobliżu swoich kurników, wykonuje akrobacje w powietrzu, albo jest „śledząca homeryki” wytrenowana, by latać do domu z odległości setek mil z imponującą prędkością. Ptaki pana Ali's są bardziej zorientowane pionowo.

Wyemigrował do Nowego Jorku około 17 lat temu, założył dobrze prosperujący biznes samochodowy i osiedlił żonę i trójkę dzieci w ładnym domu we Flushing. Potem, cztery lata temu, tęskniąc za pasją młodości, namówił przyjaciela z Pakistanu, by dał mu 20 wysokiej jakości pijaczek. Pan Ali powiedział, że zapłacił 7000 dolarów, aby spełnić różne wymagania rządu Stanów Zjednoczonych, aby mógł wysłać je do Ameryki.

Od tego czasu starannie wybierał swoje najlepsze ulotki i kojarzył je, aby hodować lepsze. Każdego ranka, po otwarciu swojego warsztatu samochodowego, karmi ptaki i wypuszcza ich pół tuzina w niebo. Potem zabiera się do pracy nad samochodami klientów, wysiadając co jakiś czas, by popatrzeć, jak lecą wyżej, mijając pasy dla odrzutowców prowadzące na lotnisko La Guardia. Znikają na kilka godzin, a późnym popołudniem zaczynają pojawiać się ponownie z nieba, spływając powoli w dół i zwykle do kolacji przysiadają w kurniku.

Pan Ali powiedział, że wiele z jego ptaków było światowej klasy lotnikami, które z łatwością mogły sprowadzić tysiące dolarów od handlarzy wywrotkami. Chroni swoje stado płotami z drutu kolczastego, kamerami obserwacyjnymi coopside i terytorialnym owczarkiem niemieckim na podwórku. Poprosił, aby nie drukować nazwy i lokalizacji jego firmy.

– Już teraz wielu ludzi wpada i pyta mnie o nie – powiedział przepraszająco. „Nigdy nie wykonam żadnej pracy”.

Powiedział, że ptaki często przykuwały uwagę pakistańskich i indyjskich imigrantów.

„Wielu pakistańskich taksówkarzy przyjeżdża i pyta: „Skąd ich przywiozłeś?”, powiedział.

Michael J. Beat, entuzjasta gołębi z Brooklyn Heights, który prowadzi internetową grupę dyskusyjną o nazwie Tippler Talk, powiedział, że coraz częściej słyszał od indyjskich i pakistańskich imigrantów, którzy trzymają wysoko latających pijaczków w Nowym Jorku, chociaż nie zna pana Aliego. „Dwadzieścia lat temu nigdy nie słyszeliśmy o pakistańskich pijakach, ale słyszy się więcej o Indianach i Pakistańczykach przyjeżdżających do Nowego Jorku i pierwszą rzeczą, jaką mówią, jest: „Muszę mieć swoje gołębie, muszę sprowadzić parę” powiedział. „To znajome i to wiejska duma. To jest to, co wiedzą”.

Pan Ali zamienił część swojego sklepu na krytą ptaszarnię. Pewnego ranka w środku nakarmił swoje stado i sprawdził 10 par lęgowych, które wysiadywały jaja lub chroniły swoje nowonarodzone pisklęta.

Pan Ali karmił ptaki recepturami, które sam zmieszał, a także miksturami witaminowymi, które robi z oleju czosnkowego, enzymów, witamin, kreatyny, białka w proszku i mieszanki przypraw, którą pomaga mu w mieszaniu jego żona, aby wspomóc trawienie gołębi.

„Wszystko pochodzi z żołądka” – wyjaśnił. „Jeśli tam jest dobrze, ptak jest zdrowy”.

Pan Ali mówi, że zdobył wiedzę na temat żywienia gołębi dzięki obszernej lekturze na temat żywienia sportowców, biologii i fizjologii gołębi. Jego podręczniki dla gołębi i podręczniki żywienia są schowane wśród podręczników motoryzacyjnych w biurze sklepu.

Między dwiema książkami o przekładniach, na przykład, „Karmienie gołębia sportowca”, wplecione są podręczniki dotyczące części silnika, znajdują się podręczniki dotyczące żywienia sportowców oraz fizjologii gołębi i ludzi.

Czyta pakistańskie gazety, aby nadążyć za konkurencyjnym torem w kraju. Powiedział, że dzięki swoim badaniom i eksperymentom odkrył diety, które zrobiły wrażenie na miłośnikach pijaczek, z którymi utrzymuje kontakt w Pakistanie, którzy zaczęli używać jego mikstur. Z dumą wskazał na plakat promocyjny z Pakistanu wiszący w jego biurze, reklamujący nadchodzący wyścig z kilkoma ptakami karmionymi dietą pana Alego. Na plakacie widniało zdjęcie jednego z wypijaczy pana Alego, aw podpisie znajdowała się nazwa ptaka, American Express, powiedział.

Zapytany o nazwisko, wyjaśnił, że planuje przekazać swój biznes swojemu synowi w wieku studenckim. Potem, jak dobrze wytresowany gołąb, poleci do domu do Pakistanu, być może na stałe, i ożywi swoje stare kurniki.

„Chciałbym wrócić z moimi najlepszymi ptakami i ścigać się z nimi” – powiedział. „Wszyscy będą mieli amerykańskie imiona – American Dream, American Fly, w ten sposób – więc ludzie w Pakistanie zobaczą, jak dobrze można rozmnażać ich ptaki w Ameryce”.


Gołębie i coupe

Amjad Ali wypuścił sześć swoich mistrzów gołębi iz dumą obserwował, jak krążyły coraz wyżej na porannym niebie i stopniowo stawały się zaledwie plamkami. Kiedy prawie zniknęli, podszedł muskularny mężczyzna i zapytał: „Hej, masz kaloryfer do Pathfindera?”

Pan Ali prowadzi warsztat samochodowy w Corona w stanie Queens, gdzie, wznosząc się nad złomem i powykręcanymi wrakami samochodów, trzyma około 150 wspaniałych białych gołębi z siwymi głowami i wybitnymi rodowodami. Przesiadują w klatkach na świeżym powietrzu przymocowanych do boku warsztatu naprawczego, nad rozbitym lincolnem.

50-letni Ali uważa się za znakomitego mechanika, ale naprawdę lubi być trenerem lekkoatletycznym, traktującym swoje gołębie jak drużynę doskonale dobranych sportowców. Hoduje, trenuje i lata na wywrotkach pakistańskich, które są znane miłośnikom gołębi z tego, że potrafią latać bardzo wysoko przez długi czas – czasami przez cały dzień – przed zejściem do kurnika.

Mr. Ali said he grew up keeping tipplers in Karachi, Pakistan, where the highfliers are immensely popular. Enthusiasts hold high-stakes competitions to see whose birds can fly high the longest, the best ones flying up out of sight in the morning and coming back down by dusk.

Although many of the rooftop pigeon coops that were a staple of New York City decades ago are long gone, enthusiasts who keep birds are still out there. Most of these pigeons either circle near their coops, do aerial acrobatics or are "racing homers" trained to fly home from hundreds of miles away at impressive speeds. Mr. Ali's birds are more vertically minded.

He immigrated to New York about 17 years ago, set up a successful auto body business and settled his wife and three children into a nice home in Flushing. Then, four years ago, homesick for the passion of his youth, he persuaded a friend in Pakistan to give him 20 quality tipplers. Mr. Ali said he paid $7,000 to meet various United States government requirements so that he could ship them to America.

Since then he has carefully selected his top-performing fliers and mated them to breed better ones. Each morning, after opening his auto body shop, he feeds the birds and releases a half-dozen of them into the sky. Then he goes to work on customers' cars, stepping out intermittently to watch them go higher, up past the jet lanes leading to La Guardia Airport. They disappear for several hours, and in late afternoon they begin reappearing out of the sky, flying slowly down and usually roosting on the coop by dinnertime.

Mr. Ali said that many of his birds were world-class fliers that could easily fetch thousands of dollars from tippler handlers. He protects his flock with razor-wire fences, coopside surveillance cameras and a territorial German shepherd in the yard. He asked that the name and location of his business not be printed.

"I already get a lot of people stopping in and asking me about them," he said apologetically. "I'll never get any work done."

He said that the birds often caught the eye of Pakistani and Indian immigrants.

"A lot of Pakistani cabdrivers come in and ask, ɿrom where did you bring them?"' he said.

Michael J. Beat, a pigeon enthusiast from Brooklyn Heights who runs an online discussion group called Tippler Talk, said that he had heard increasingly from Indian and Pakistani immigrants keeping high-flying tipplers in New York, although he does not know Mr. Ali. "Twenty years ago, we never heard of Pakistani tipplers, but you hear more about Indians and Pakistanis coming to New York and the first thing they say is, 'I got to have my pigeons, I have to import a pair,"' he said. "It's familiar and it's country pride. It's what they know."

Mr. Ali has converted part of his shop into an indoor aviary. Inside it one recent morning, he fed his flock and checked on the 10 nesting pairs that sat on eggs or protected their newborn chicks.

Mr. Ali fed the birds food formulas he mixed himself, along with vitamin mixtures he makes from garlic oil, enzymes, vitamins, creatine, protein powder and a blend of spices his wife helps him mix, to aid the pigeons' digestion.

"Everything stems from the stomach," he explained. "If things are good there, the bird is healthy."

Mr. Ali says he has developed an expertise on pigeon nutrition from extensive reading about sports nutrition, biology and pigeon physiology. His pigeon handbooks and nutrition manuals are tucked among the automotive manuals in the shop office.

Nestled between two books about transmissions, for example, was "Feeding the Athlete Pigeon," and interspersed with manuals on engine parts are handbooks on sports nutrition and the physiology of pigeons and humans.

He reads Pakistani newspapers to keep up with the competitive circuit back home. From his research and experimentation, he said, he has found diets that have impressed the tippler aficionados he keeps in contact with in Pakistan, who have begun using his mixtures. He gestured proudly to a promotional poster from Pakistan hanging in his office advertising a coming race featuring some birds nurtured on Mr. Ali's diet formulas. The poster bore a photo of one of Mr. Ali's tipplers and listed the bird's name, American Express, in the caption, he said.

Asked about the name, he explained that he plans to pass his business on to his college-age son. Then, like a well-trained pigeon, he will fly home to Pakistan, possibly for good, and revive his old coops.

"Iɽ like to go back with my best birds and race them," he said. "They will all have American names -- American Dream, American Fly, like that -- so the people in Pakistan will see how well you can breed their birds in America."


Pigeons and Coupes

Amjad Ali released six of his champion pigeons and watched proudly as they circled higher and higher into the morning sky and gradually became mere specks. When they had all but disappeared, a beefy man walked up and asked, "Hey, you got a radiator for a ➗ Pathfinder?"

Mr. Ali runs an auto repair shop in Corona, Queens, where, perched above the junked cars, scrap metal and twisted auto wreckage, he keeps about 150 exquisite white pigeons with gray heads and outstanding pedigrees. They roost in outdoor cages attached to the side of the repair garage, above a smashed-up Lincoln.

Mr. Ali, 50, considers himself a first-rate mechanic, but he really fancies himself an athletic trainer, treating his pigeons as a team of finely tuned athletes. He breeds, trains and flies Pakistani tipplers, which are known among pigeon aficionados for their ability to fly very high for long periods -- all day sometimes -- before descending to the coop.

Mr. Ali said he grew up keeping tipplers in Karachi, Pakistan, where the highfliers are immensely popular. Enthusiasts hold high-stakes competitions to see whose birds can fly high the longest, the best ones flying up out of sight in the morning and coming back down by dusk.

Although many of the rooftop pigeon coops that were a staple of New York City decades ago are long gone, enthusiasts who keep birds are still out there. Most of these pigeons either circle near their coops, do aerial acrobatics or are "racing homers" trained to fly home from hundreds of miles away at impressive speeds. Mr. Ali's birds are more vertically minded.

He immigrated to New York about 17 years ago, set up a successful auto body business and settled his wife and three children into a nice home in Flushing. Then, four years ago, homesick for the passion of his youth, he persuaded a friend in Pakistan to give him 20 quality tipplers. Mr. Ali said he paid $7,000 to meet various United States government requirements so that he could ship them to America.

Since then he has carefully selected his top-performing fliers and mated them to breed better ones. Each morning, after opening his auto body shop, he feeds the birds and releases a half-dozen of them into the sky. Then he goes to work on customers' cars, stepping out intermittently to watch them go higher, up past the jet lanes leading to La Guardia Airport. They disappear for several hours, and in late afternoon they begin reappearing out of the sky, flying slowly down and usually roosting on the coop by dinnertime.

Mr. Ali said that many of his birds were world-class fliers that could easily fetch thousands of dollars from tippler handlers. He protects his flock with razor-wire fences, coopside surveillance cameras and a territorial German shepherd in the yard. He asked that the name and location of his business not be printed.

"I already get a lot of people stopping in and asking me about them," he said apologetically. "I'll never get any work done."

He said that the birds often caught the eye of Pakistani and Indian immigrants.

"A lot of Pakistani cabdrivers come in and ask, ɿrom where did you bring them?"' he said.

Michael J. Beat, a pigeon enthusiast from Brooklyn Heights who runs an online discussion group called Tippler Talk, said that he had heard increasingly from Indian and Pakistani immigrants keeping high-flying tipplers in New York, although he does not know Mr. Ali. "Twenty years ago, we never heard of Pakistani tipplers, but you hear more about Indians and Pakistanis coming to New York and the first thing they say is, 'I got to have my pigeons, I have to import a pair,"' he said. "It's familiar and it's country pride. It's what they know."

Mr. Ali has converted part of his shop into an indoor aviary. Inside it one recent morning, he fed his flock and checked on the 10 nesting pairs that sat on eggs or protected their newborn chicks.

Mr. Ali fed the birds food formulas he mixed himself, along with vitamin mixtures he makes from garlic oil, enzymes, vitamins, creatine, protein powder and a blend of spices his wife helps him mix, to aid the pigeons' digestion.

"Everything stems from the stomach," he explained. "If things are good there, the bird is healthy."

Mr. Ali says he has developed an expertise on pigeon nutrition from extensive reading about sports nutrition, biology and pigeon physiology. His pigeon handbooks and nutrition manuals are tucked among the automotive manuals in the shop office.

Nestled between two books about transmissions, for example, was "Feeding the Athlete Pigeon," and interspersed with manuals on engine parts are handbooks on sports nutrition and the physiology of pigeons and humans.

He reads Pakistani newspapers to keep up with the competitive circuit back home. From his research and experimentation, he said, he has found diets that have impressed the tippler aficionados he keeps in contact with in Pakistan, who have begun using his mixtures. He gestured proudly to a promotional poster from Pakistan hanging in his office advertising a coming race featuring some birds nurtured on Mr. Ali's diet formulas. The poster bore a photo of one of Mr. Ali's tipplers and listed the bird's name, American Express, in the caption, he said.

Asked about the name, he explained that he plans to pass his business on to his college-age son. Then, like a well-trained pigeon, he will fly home to Pakistan, possibly for good, and revive his old coops.

"Iɽ like to go back with my best birds and race them," he said. "They will all have American names -- American Dream, American Fly, like that -- so the people in Pakistan will see how well you can breed their birds in America."


Pigeons and Coupes

Amjad Ali released six of his champion pigeons and watched proudly as they circled higher and higher into the morning sky and gradually became mere specks. When they had all but disappeared, a beefy man walked up and asked, "Hey, you got a radiator for a ➗ Pathfinder?"

Mr. Ali runs an auto repair shop in Corona, Queens, where, perched above the junked cars, scrap metal and twisted auto wreckage, he keeps about 150 exquisite white pigeons with gray heads and outstanding pedigrees. They roost in outdoor cages attached to the side of the repair garage, above a smashed-up Lincoln.

Mr. Ali, 50, considers himself a first-rate mechanic, but he really fancies himself an athletic trainer, treating his pigeons as a team of finely tuned athletes. He breeds, trains and flies Pakistani tipplers, which are known among pigeon aficionados for their ability to fly very high for long periods -- all day sometimes -- before descending to the coop.

Mr. Ali said he grew up keeping tipplers in Karachi, Pakistan, where the highfliers are immensely popular. Enthusiasts hold high-stakes competitions to see whose birds can fly high the longest, the best ones flying up out of sight in the morning and coming back down by dusk.

Although many of the rooftop pigeon coops that were a staple of New York City decades ago are long gone, enthusiasts who keep birds are still out there. Most of these pigeons either circle near their coops, do aerial acrobatics or are "racing homers" trained to fly home from hundreds of miles away at impressive speeds. Mr. Ali's birds are more vertically minded.

He immigrated to New York about 17 years ago, set up a successful auto body business and settled his wife and three children into a nice home in Flushing. Then, four years ago, homesick for the passion of his youth, he persuaded a friend in Pakistan to give him 20 quality tipplers. Mr. Ali said he paid $7,000 to meet various United States government requirements so that he could ship them to America.

Since then he has carefully selected his top-performing fliers and mated them to breed better ones. Each morning, after opening his auto body shop, he feeds the birds and releases a half-dozen of them into the sky. Then he goes to work on customers' cars, stepping out intermittently to watch them go higher, up past the jet lanes leading to La Guardia Airport. They disappear for several hours, and in late afternoon they begin reappearing out of the sky, flying slowly down and usually roosting on the coop by dinnertime.

Mr. Ali said that many of his birds were world-class fliers that could easily fetch thousands of dollars from tippler handlers. He protects his flock with razor-wire fences, coopside surveillance cameras and a territorial German shepherd in the yard. He asked that the name and location of his business not be printed.

"I already get a lot of people stopping in and asking me about them," he said apologetically. "I'll never get any work done."

He said that the birds often caught the eye of Pakistani and Indian immigrants.

"A lot of Pakistani cabdrivers come in and ask, ɿrom where did you bring them?"' he said.

Michael J. Beat, a pigeon enthusiast from Brooklyn Heights who runs an online discussion group called Tippler Talk, said that he had heard increasingly from Indian and Pakistani immigrants keeping high-flying tipplers in New York, although he does not know Mr. Ali. "Twenty years ago, we never heard of Pakistani tipplers, but you hear more about Indians and Pakistanis coming to New York and the first thing they say is, 'I got to have my pigeons, I have to import a pair,"' he said. "It's familiar and it's country pride. It's what they know."

Mr. Ali has converted part of his shop into an indoor aviary. Inside it one recent morning, he fed his flock and checked on the 10 nesting pairs that sat on eggs or protected their newborn chicks.

Mr. Ali fed the birds food formulas he mixed himself, along with vitamin mixtures he makes from garlic oil, enzymes, vitamins, creatine, protein powder and a blend of spices his wife helps him mix, to aid the pigeons' digestion.

"Everything stems from the stomach," he explained. "If things are good there, the bird is healthy."

Mr. Ali says he has developed an expertise on pigeon nutrition from extensive reading about sports nutrition, biology and pigeon physiology. His pigeon handbooks and nutrition manuals are tucked among the automotive manuals in the shop office.

Nestled between two books about transmissions, for example, was "Feeding the Athlete Pigeon," and interspersed with manuals on engine parts are handbooks on sports nutrition and the physiology of pigeons and humans.

He reads Pakistani newspapers to keep up with the competitive circuit back home. From his research and experimentation, he said, he has found diets that have impressed the tippler aficionados he keeps in contact with in Pakistan, who have begun using his mixtures. He gestured proudly to a promotional poster from Pakistan hanging in his office advertising a coming race featuring some birds nurtured on Mr. Ali's diet formulas. The poster bore a photo of one of Mr. Ali's tipplers and listed the bird's name, American Express, in the caption, he said.

Asked about the name, he explained that he plans to pass his business on to his college-age son. Then, like a well-trained pigeon, he will fly home to Pakistan, possibly for good, and revive his old coops.

"Iɽ like to go back with my best birds and race them," he said. "They will all have American names -- American Dream, American Fly, like that -- so the people in Pakistan will see how well you can breed their birds in America."


Pigeons and Coupes

Amjad Ali released six of his champion pigeons and watched proudly as they circled higher and higher into the morning sky and gradually became mere specks. When they had all but disappeared, a beefy man walked up and asked, "Hey, you got a radiator for a ➗ Pathfinder?"

Mr. Ali runs an auto repair shop in Corona, Queens, where, perched above the junked cars, scrap metal and twisted auto wreckage, he keeps about 150 exquisite white pigeons with gray heads and outstanding pedigrees. They roost in outdoor cages attached to the side of the repair garage, above a smashed-up Lincoln.

Mr. Ali, 50, considers himself a first-rate mechanic, but he really fancies himself an athletic trainer, treating his pigeons as a team of finely tuned athletes. He breeds, trains and flies Pakistani tipplers, which are known among pigeon aficionados for their ability to fly very high for long periods -- all day sometimes -- before descending to the coop.

Mr. Ali said he grew up keeping tipplers in Karachi, Pakistan, where the highfliers are immensely popular. Enthusiasts hold high-stakes competitions to see whose birds can fly high the longest, the best ones flying up out of sight in the morning and coming back down by dusk.

Although many of the rooftop pigeon coops that were a staple of New York City decades ago are long gone, enthusiasts who keep birds are still out there. Most of these pigeons either circle near their coops, do aerial acrobatics or are "racing homers" trained to fly home from hundreds of miles away at impressive speeds. Mr. Ali's birds are more vertically minded.

He immigrated to New York about 17 years ago, set up a successful auto body business and settled his wife and three children into a nice home in Flushing. Then, four years ago, homesick for the passion of his youth, he persuaded a friend in Pakistan to give him 20 quality tipplers. Mr. Ali said he paid $7,000 to meet various United States government requirements so that he could ship them to America.

Since then he has carefully selected his top-performing fliers and mated them to breed better ones. Each morning, after opening his auto body shop, he feeds the birds and releases a half-dozen of them into the sky. Then he goes to work on customers' cars, stepping out intermittently to watch them go higher, up past the jet lanes leading to La Guardia Airport. They disappear for several hours, and in late afternoon they begin reappearing out of the sky, flying slowly down and usually roosting on the coop by dinnertime.

Mr. Ali said that many of his birds were world-class fliers that could easily fetch thousands of dollars from tippler handlers. He protects his flock with razor-wire fences, coopside surveillance cameras and a territorial German shepherd in the yard. He asked that the name and location of his business not be printed.

"I already get a lot of people stopping in and asking me about them," he said apologetically. "I'll never get any work done."

He said that the birds often caught the eye of Pakistani and Indian immigrants.

"A lot of Pakistani cabdrivers come in and ask, ɿrom where did you bring them?"' he said.

Michael J. Beat, a pigeon enthusiast from Brooklyn Heights who runs an online discussion group called Tippler Talk, said that he had heard increasingly from Indian and Pakistani immigrants keeping high-flying tipplers in New York, although he does not know Mr. Ali. "Twenty years ago, we never heard of Pakistani tipplers, but you hear more about Indians and Pakistanis coming to New York and the first thing they say is, 'I got to have my pigeons, I have to import a pair,"' he said. "It's familiar and it's country pride. It's what they know."

Mr. Ali has converted part of his shop into an indoor aviary. Inside it one recent morning, he fed his flock and checked on the 10 nesting pairs that sat on eggs or protected their newborn chicks.

Mr. Ali fed the birds food formulas he mixed himself, along with vitamin mixtures he makes from garlic oil, enzymes, vitamins, creatine, protein powder and a blend of spices his wife helps him mix, to aid the pigeons' digestion.

"Everything stems from the stomach," he explained. "If things are good there, the bird is healthy."

Mr. Ali says he has developed an expertise on pigeon nutrition from extensive reading about sports nutrition, biology and pigeon physiology. His pigeon handbooks and nutrition manuals are tucked among the automotive manuals in the shop office.

Nestled between two books about transmissions, for example, was "Feeding the Athlete Pigeon," and interspersed with manuals on engine parts are handbooks on sports nutrition and the physiology of pigeons and humans.

He reads Pakistani newspapers to keep up with the competitive circuit back home. From his research and experimentation, he said, he has found diets that have impressed the tippler aficionados he keeps in contact with in Pakistan, who have begun using his mixtures. He gestured proudly to a promotional poster from Pakistan hanging in his office advertising a coming race featuring some birds nurtured on Mr. Ali's diet formulas. The poster bore a photo of one of Mr. Ali's tipplers and listed the bird's name, American Express, in the caption, he said.

Asked about the name, he explained that he plans to pass his business on to his college-age son. Then, like a well-trained pigeon, he will fly home to Pakistan, possibly for good, and revive his old coops.

"Iɽ like to go back with my best birds and race them," he said. "They will all have American names -- American Dream, American Fly, like that -- so the people in Pakistan will see how well you can breed their birds in America."


Pigeons and Coupes

Amjad Ali released six of his champion pigeons and watched proudly as they circled higher and higher into the morning sky and gradually became mere specks. When they had all but disappeared, a beefy man walked up and asked, "Hey, you got a radiator for a ➗ Pathfinder?"

Mr. Ali runs an auto repair shop in Corona, Queens, where, perched above the junked cars, scrap metal and twisted auto wreckage, he keeps about 150 exquisite white pigeons with gray heads and outstanding pedigrees. They roost in outdoor cages attached to the side of the repair garage, above a smashed-up Lincoln.

Mr. Ali, 50, considers himself a first-rate mechanic, but he really fancies himself an athletic trainer, treating his pigeons as a team of finely tuned athletes. He breeds, trains and flies Pakistani tipplers, which are known among pigeon aficionados for their ability to fly very high for long periods -- all day sometimes -- before descending to the coop.

Mr. Ali said he grew up keeping tipplers in Karachi, Pakistan, where the highfliers are immensely popular. Enthusiasts hold high-stakes competitions to see whose birds can fly high the longest, the best ones flying up out of sight in the morning and coming back down by dusk.

Although many of the rooftop pigeon coops that were a staple of New York City decades ago are long gone, enthusiasts who keep birds are still out there. Most of these pigeons either circle near their coops, do aerial acrobatics or are "racing homers" trained to fly home from hundreds of miles away at impressive speeds. Mr. Ali's birds are more vertically minded.

He immigrated to New York about 17 years ago, set up a successful auto body business and settled his wife and three children into a nice home in Flushing. Then, four years ago, homesick for the passion of his youth, he persuaded a friend in Pakistan to give him 20 quality tipplers. Mr. Ali said he paid $7,000 to meet various United States government requirements so that he could ship them to America.

Since then he has carefully selected his top-performing fliers and mated them to breed better ones. Each morning, after opening his auto body shop, he feeds the birds and releases a half-dozen of them into the sky. Then he goes to work on customers' cars, stepping out intermittently to watch them go higher, up past the jet lanes leading to La Guardia Airport. They disappear for several hours, and in late afternoon they begin reappearing out of the sky, flying slowly down and usually roosting on the coop by dinnertime.

Mr. Ali said that many of his birds were world-class fliers that could easily fetch thousands of dollars from tippler handlers. He protects his flock with razor-wire fences, coopside surveillance cameras and a territorial German shepherd in the yard. He asked that the name and location of his business not be printed.

"I already get a lot of people stopping in and asking me about them," he said apologetically. "I'll never get any work done."

He said that the birds often caught the eye of Pakistani and Indian immigrants.

"A lot of Pakistani cabdrivers come in and ask, ɿrom where did you bring them?"' he said.

Michael J. Beat, a pigeon enthusiast from Brooklyn Heights who runs an online discussion group called Tippler Talk, said that he had heard increasingly from Indian and Pakistani immigrants keeping high-flying tipplers in New York, although he does not know Mr. Ali. "Twenty years ago, we never heard of Pakistani tipplers, but you hear more about Indians and Pakistanis coming to New York and the first thing they say is, 'I got to have my pigeons, I have to import a pair,"' he said. "It's familiar and it's country pride. It's what they know."

Mr. Ali has converted part of his shop into an indoor aviary. Inside it one recent morning, he fed his flock and checked on the 10 nesting pairs that sat on eggs or protected their newborn chicks.

Mr. Ali fed the birds food formulas he mixed himself, along with vitamin mixtures he makes from garlic oil, enzymes, vitamins, creatine, protein powder and a blend of spices his wife helps him mix, to aid the pigeons' digestion.

"Everything stems from the stomach," he explained. "If things are good there, the bird is healthy."

Mr. Ali says he has developed an expertise on pigeon nutrition from extensive reading about sports nutrition, biology and pigeon physiology. His pigeon handbooks and nutrition manuals are tucked among the automotive manuals in the shop office.

Nestled between two books about transmissions, for example, was "Feeding the Athlete Pigeon," and interspersed with manuals on engine parts are handbooks on sports nutrition and the physiology of pigeons and humans.

He reads Pakistani newspapers to keep up with the competitive circuit back home. From his research and experimentation, he said, he has found diets that have impressed the tippler aficionados he keeps in contact with in Pakistan, who have begun using his mixtures. He gestured proudly to a promotional poster from Pakistan hanging in his office advertising a coming race featuring some birds nurtured on Mr. Ali's diet formulas. The poster bore a photo of one of Mr. Ali's tipplers and listed the bird's name, American Express, in the caption, he said.

Asked about the name, he explained that he plans to pass his business on to his college-age son. Then, like a well-trained pigeon, he will fly home to Pakistan, possibly for good, and revive his old coops.

"Iɽ like to go back with my best birds and race them," he said. "They will all have American names -- American Dream, American Fly, like that -- so the people in Pakistan will see how well you can breed their birds in America."


Obejrzyj wideo: NOWY JORK-NIEZNAJOMY POCAŁOWAŁ MNIE NA TIMES SQUARE?! WORLD TRADE CENTRE BROOKLYN BRIDGE (Lipiec 2022).


Uwagi:

  1. Tygojas

    Przepraszam, ale moim zdaniem się mylisz. Jestem pewien. Spróbujmy to przedyskutować. Napisz do mnie na PW.

  2. Mischa

    do pieca

  3. Zulkinris

    Myślę, że się mylisz. Sugeruję, aby omówić. Napisz do mnie w PM.

  4. Meztira

    Mam na myśli, że nie masz racji. Wejdź, omówimy.

  5. Westin

    Szkoda, że ​​teraz nie mogę wyrazić - jest zmuszony odejść. Ale wrócę - koniecznie napiszę, że myślę.



Napisać wiadomość